Gestalt a terapia poliwagalna

Pisałam już dlaczego wybrałam Gestalt (jeden z pierwszych wpisów na blogu). Teraz chcę się z Wami podzielić przemyśleniami na temat tego, jak spójna jest idea Gestaltu i teorii poliwagalnej.

Od początku mojej drogi terapeutycznej zainteresowałam się hasłem – Gestalt – sztuka kontaktu. Odkąd sięgam pamięcią szukałam porozumienia z innymi. Byłam bardzo wrażliwym dzieckiem, trudno mi było znaleźć kogoś o podobnej percepcji. Poczucie bycia niezrozumianą towarzyszyło mi od wczesnego dzieciństwa.

Dziś wiem jak ważne jest głębokie spotkanie z drugim człowiekiem. Bycie widzianym to podstawowa potrzeba od pierwszych dni naszego życia. Dziecko przegląda się w oczach matki, jej reakcje i relacja z nią uczą jak postrzegać siebie samego. Jeśli matka patrzy na nas z miłością i zachwytem, dostajemy ogromny dar, dzięki któremu łatwiej nam pokonywać trudności i towarzyszyć w życiu dorosłym samemu sobie. Jeśli oczy matki są nieobecne, nie możemy w nich znaleźć swojego odbicia. Trudno nam zbudować podstawowe fundamenty tożsamości, czyli sensoryczną reakcję na otoczenie i swoje potrzeby.

Kiedy kontakt z matką w pierwszym okresie życia jest spełniony, idziemy w świat nakarmieni tą relacją. Łatwiej nam budować poczucie bezpieczeństwa, mamy umiejętność samoregulacji układu nerwowego.

A gdy kontakt z matką się nie spełnił w sposób dla nas kojący, idziemy w życie jak nienakarmione dzieci, wciąż szukające kogoś, kto ukoi nasz głód bycia dla kogoś ważnym. Jednocześnie trudno nam się spotkać z drugim człowiekiem jeśli nie doświadczymy takiego spotkania w dzieciństwie.

I tak się koło zamyka.

Na szczęście, przy pomocy przyjaznych ludzi, możemy uzupełnić dziecięce deficyty i zbudować umiejętność bycia w zdrowej relacji. Trzeba tylko nauczyć się sięgać po pomoc.

W trakcie mojej pracy terapeutycznej często jestem świadkiem cudu, jakim jest głębokie spotkanie. Ludzie w największych emocjach, czasem sparaliżowani lękiem, znajdują ukojenie patrząc w oczy kogoś, kto czule i uważnie im towarzyszy.  Mam wtedy wrażenie, że czas się zatrzymuje. Często robi się cicho. Lęk i rozpacz zasypiają ukojone. Z westchnieniem ulgi. W jednej chwili próby zaradzenia problemowi rozpływają się a przestrzeń się rozpręża.

Trudno byłoby wytłumaczyć ten stan intelektualnie (intelekt tam nie sięga na szczęście). Dzieje się coś nienazwanego i uzdrawiającego.

Dla takich chwil warto pracować, choć to praca nielekka. Tego właśnie szukałam w Gestalcie i to znalazłam.

Po latach  zetknęłam się z teorią poliwagalną (więcej o niej w poprzednim wpisie – Odkrywanie tajemnic – teoria poliwagalna). Jednym z pojęć używanych w tej teorii jest pojęcie koregulacji.

Według tego podejścia koregulacja to spotkanie, w czasie którego następuje wzajemna regulacja stanów  automonicznych układu nerwowego, dzięki której czujemy się na tyle bezpieczni, żeby nawiązywać łączność z innymi i tworzyć relacje oparte na wzajemnym zaufaniu.

Autonomiczny układ nerwowy zawiera w sobie dane wszystkich naszych doświadczeń życiowych (baza podświadomości). Nasze reakcje na wydarzenia i ludzi są wynikiem „oprogramowania”, które wytworzyło dzieciństwo. Jeśli mamy na swoim „twardym dysku” doświadczenie (zapis) koregulacji z rodzicem, mamy umiejętność dostrajania się do innych ludzi. Nietrudno się domyślić, czym skutkuje brak koregulacji z rodzicami.

Osoby, które  mają słaby zapis neuronalny dotyczący koregulacji (głębokiego kontaktu), przechodzą przez życie w samotności. Czasem, mimo tego, że są otoczone przyjaznymi ludźmi. Często słyszę o wrażeniu, jakby się żyło „za szybą”. Według mnie to wrażenie wynika z braku ożywienia ciała i czucia.

Na szczęście nasz układ nerwowy ma cudowną właściwość samoregulacji. I to w ciągu całego życia. Jeśli przyjmiemy w terapii perspektywę poliwagalną, pojawi się zrozumienie, dlaczego niektóre nasze reakcje mają charakter automatyczny – wynikają po prostu z działania zapisu w autonomicznym układzie nerwowym, który nie podlega naszej woli. Nic tu na siłę nie da zmienić. Im bardziej siłowo będziemy się starali zadziałać, tym bardziej obronnie będzie reagowała nasza sfera nieświadoma.

W tym miejscu pięknie spotykamy Gestalt z terapią poliwagalną. Gestaltowska sztuka kontaktu daje szeroką przestrzeń do koregulacji i ukojenia. To jest właśnie cud, o którym pisałam na początku artykułu. Autonomiczna część układu nerwowego nie reaguje na słowa, argumenty i przekonywanie. Reguluje się w dostrojeniu, spojrzeniu w oczy, które są pełne ciepła i akceptacji. W delikatnej obecności drugiego człowieka, która buduje poczucie bezpieczeństwa. I, co ciekawe – w takim spotkaniu korzyść jest obopólna – obie osoby – biorąca i dająca, znajdują ukojenie.

Tak wygląda przepływ. Dlatego potrzebujemy ludzi, budujemy relacje. Dlatego tęsknimy za miłością. I, na szczęście, mimo porażek, większość z nas nie rezygnuje z poszukiwania spełnienia w kontakcie.

No Comments

    Leave a Reply