TERAPIA GESTALT

  • Tego dnia przyszła pełna niepokoju. Przywitała mnie niedbale, usiadła, poprawiła poduszki, wstała. Znowu usiadła. Spojrzała na mnie nieobecnym wzrokiem. W tej chwili zadzwonił jej telefon. – Oj, sorry – rzuciła się w kierunku torebki i zaczęła wyrzucać jej zawartość. W końcu dotarła do
  • – Jest ciężko. – powiedziała, opadła na sofę i westchnęła. – Chcesz herbaty? – zapytałam. – Taaaak.. – mruknęła i sięgnęła po koc. Kiedy weszłam po chwili z kubkami w rękach, siedziała opatulona w koc, z głową opartą na poduszkach. – Wymościłaś sobie
  • Nie znamy się zbyt długo. Przychodzi zawsze punktualnie, jest zasadnicza, intelektualna. Zawsze nienagannie „zrobiona” – makijaż, lśniące włosy, szpilki. Po jej wyjściu gabinet pachnie perfumami. Wczoraj była wyjątkowo pobudzona. Wyrzucała z siebie dużo słów. Miałam wrażenie, że wyłania się spomiędzy nich i znika:
  • Dwa dni temu umarł mój nauczyciel Gestaltu, Adam Haller. Dowiedziałam się o tym kiedy byłam na polu, bo zachód słońca był tego dnia obłędny – fioletowo-różowy, chłodny i nasycony jednocześnie. Patrzyłam sobie na niebo, już ciemne i tylko w pasie łączenia się z
  • Bardzo lubię na nią patrzeć. Jest młoda, piękna. Ma przepiękne, grube włosy, ciemne oczy. Śniadą cerę. Często powtarza, że ma w życiu wszystko o czym można zamarzyć. I siedzi tu teraz przede mną. A właściwie leży. Osunęła się na kanapie. – Nie mam
  • Przyszła jakaś spięta. Burknęła pod nosem „Dzień dobry” i usiadła ciężko na kanapie. Patrzyłam na nią czekając aż się odezwie. – Przetrwałam następny dzień. – powiedziała w końcu –  Nie ucieszyłam się z niczego. Ani przez chwilę nie poczułam ulgi… – zawiesiła głos
  • Biegała boso wokół ogniska. Było upalne południe. Siedziałam na trawie i patrzyłam jak biega. Jedno okrążenie, drugie, trzecie.. „Nienawidzę, nienawidzę..” – syczała przy każdym kroku. Była jak oszalała – czarne, gęste włosy rozwiały się i zaplatały dymem. Twarz zaciśnięta na nienawiści, zawzięta, zrozpaczona,
  • Siedzi przede mną na kanapie. Młoda i ładna. Skurczona. Chowa twarz w dłoniach. Płacze. Lubię się z nią spotykać. Jest bardzo inteligentna i kreatywna. Rusza się lekko i z gracją, kroki stawia miękko i jakby z namysłem. Kiedy się śmieje, robi to całą
  • Kiedy to piszę jest już po warsztacie prawie tydzień. Siedzę w ogrodzie, ale tym razem nie moim – wyjechaliśmy nad jezioro Komorze w okolice Czaplinka. Tylko tutaj możemy siedzieć nad wodą w trawie i przez kilka godzin nie spotkać nikogo. Warsztat to czas