Kobiece wojowanie

Jakoś się kurde dziś wkurzyłam. I to na kobiety wyobraźcie sobie. Kobiety wojujące, bo sprzeniewierzają swoją energię wchodząc w męski aspekt wojowania. No i – hej – nie oburzajcie się od razu, nie jestem przeciwko protestom itd. Ale protestować można bardzo różnie.

Być może mam łatwiej od walczących feministek, bo wyszłam z domu ze wzorcem silnej i niezależnej matki. W mojej rodzinie  kobiety decydowały o swoim losie. Sztandarowym przykładem jest moja babka od strony mamy, która pod koniec lat czterdziestych wsadziła na furmankę siedmioro dzieci i wyprowadziła się od dziadka. Porzuciła rodzinną wieś i zamieszkała w Łodzi. Dzieci chowały się same, a ona pracowała w fabryce, żeby je utrzymać. Potem dziadek skapitulował i przyjechał za nimi (został dozorcą w kamienicy na Kilińskiego przy Jaracza).

Tak to się u nas działo – jeśli nie można się było dogadać z mężczyzną, to się brało sprawy w swoje ręce i budowało życie bez niego. No i jeszcze,  na wszelki wypadek, zwykle moje przodkinie umiały na siebie zarobić, bo to dawało im niezależność.

Były twarde, ale jednocześnie kobiece. Moja mama i jej cztery siostry, nosiły kolorowe sukienki, lubiły tańczyć i śpiewać. Stroiły się i chodziły na potańcówki.

Więc pewno mam łatwiej od wojujących feministek, które muszą walczyć o wyzwolenie spod męskiego jarzma.

Dziś rano oglądałam live na facebooku. Kobiety z grupy o kobiecej erotyce opowiadały o czymś, właściwie nie wiem o czym. Filmik był przepełniony przytulaniami, głaskaniem się nawzajem po piersiach i westchnieniami przepełnionymi namiętnością. Trochę to wyglądało tak, jakby manifestowały swoją niezależność erotyczną dając do zrozumienia, że są absolutnie samowystarczalne. Chmurne w kącikach oczu, nie miały w sobie przestrzeni na mężczyznę. Miałam wrażenie, że oglądam Seksmisję naszych czasów.

I na to poczułam sprzeciw.

Bo jeśli kobiety chcą walczyć z mężczyznami jak mężczyźni, to są z góry skazane na porażkę.  Energia męska i żeńska mają zupełnie różne kanały działania.

Energia żeńska to energia magnetyczna, która w sposób niewymuszony przyciąga to, co potrzebne. Jeśli jesteśmy odpowiednio zakotwiczone w kobiecości to nie musimy się bić. Cała robota jest wewnątrz nas – co zawołamy, to przyjdzie.

Kobieta będąca w zgodzie z kobiecością mówi to, co myśli, robi to, co chce i dostaje to, co jej potrzebne. Tak właśnie. A do tego jeszcze oddziałuje na mężczyzn, których naturalnie przyciąga kobieca kobiecość.

Jeśli mężczyzna ucieka przed kobiecością to znaczy, że się jej boi. Jeśli reaguje agresją i źle traktuje kobietę, to znaczy, że czuje się od niej słabszy. A po co nam słabi mężczyźni? Z kim tu się bić?

Mężczyzna źle traktujący kobietę to tchórz, który sprzeniewierza się swojej męskości. Bo zdrowa męskość naturalnie ciągnie do zdrowej kobiecości.

Reasumując – kobieta mówi o tym, z czym się nie zgadza i żyje tak jak chce.

Kobiecy magnetyzm powoduje, że nie musimy się bić.

Myślałyście kiedyś o tym, że mężczyźni potrzebują naszej pomocy? A najbardziej ci na nas naburmuszeni. Wchodząc w energię męską i rozpoczynając z nimi walkę, tracimy możliwość spotkania z nimi. Bo czerpać możemy tylko z kanału kobiecego. I z tego kanału jesteśmy w stanie wesprzeć swoich mężczyzn. W myśl zasady, że kobieca kobieta budzi męskość w mężczyźnie.

Często słyszę pytanie, jaka właściwie jest zdrowa energia żeńska?

Dla mnie jest trochę jak woda, miękka i mocna. Woda to jedyny żywioł, który nigdy nie ginie i przejawia się we wszystkich stanach – może być cieczą, ciałem stałym czyli lodem i powietrzem, czyli parą. Kobiecość umie czekać, jest cierpliwa i niezłomna w swojej cierpliwości. Umie się dopasować do formy jak woda, ma duże zdolności przystosowawcze. Poddaje się nie tracąc swoich właściwości. Jednak, jeśli poczuje się zagrożona, potrafi się zmienić w rwący strumień i zmieść przeszkody. Albo ominąć. Potrafi też wydrążyć skałę jeśli jest taka potrzeba.

Jest też tajemnicza, nawet sama dla siebie. Jak tafla jeziora, które skrywa swój świat pod powierzchnią.

Bez wody nie ma życia.

Kiedy podziwiamy kwiaty, nie widzimy wody, dzięki której żyją.

Taka jest dla mnie kobiecość.

PS. Ostatnio odkryłam piosenkę Marii Peszek – „Jebię to wszystko”. Dla mnie to, na tą chwilę, najpiękniejsza piosenka o miłości. Kobieca, miękka i z wyraźnym przesłaniem.  Maria śpiewa o miłości do kobiety.

Ja ją śpiewam o mojej miłości do kobiety we mnie.

No Comments

    Leave a Reply