Odkrywanie tajemnic – terapia poliwagalna

Odkąd sięgam pamięcią byłam poszukiwaczem . Jestem zafascynowana odkrywaniem tajemnic i zadawaniem pytań – skąd się biorą choroby; dlaczego tęsknimy za miłością mając ją w sobie; w którym miejscu zatrzymuje się przepływ i, najważniejsze dla mnie pytanie – czemu tak trudno osiągnąć poczucie spełnienia i harmonii?  Życie to dla mnie eksperyment, proces badawczy.  Wciąż wierzę, że rozwiązanie jest w zasięgu ręki.

Od dzieciństwa ciągle mi coś dolegało, więc najbardziej interesowała mnie psychosomatyka. Kiedy poznałam teorię Pięciu Przemian, utwierdziłam się w przekonaniu, że wszystko jest połączone a biologia człowieka jest odzwierciedleniem jego biografii.

Ponad 30 lat temu trafiłam pierwszy raz na terapię. Pamiętam sesję, na której zapytałam mojego terapeutę o podświadomość. Miałam wtedy wrażenie kompletnego braku kontroli nad swoim życiem i emocjami. Czułam, że klucz do zmian jest schowany gdzieś głęboko, w sferze podświadomości. Szukałam drogi do siebie i błądziłam. A kiedy zapytałam mojego, cudownego zresztą, terapeutę o co, według niego, chodzi z tą podświadomością, usłyszałam odpowiedź: „ kochana, podświadomości to ty nie ruszaj bo tam to jest puszka Pandory i lepiej omijać ją szerokim łukiem.” To dopiero wznieciło moją ciekawość..

Od tamtej pory bardzo się dużo, na szczęście, w psychoterapii zmieniło.

Po latach sama zostałam terapeutką, a Gestalt, którym się posługuję, dał mi wiele narzędzi do pracy. Wciąż jednak droga do sfery podświadomej bywała zbyt kręta. A potrzebowałam drogi prostej i jasnej.

Przełom nastąpił w chwili, w której usłyszałam o nerwie błędnym. Natychmiast nadstawiłam ucha i ogarnęło mnie przeczucie, że to jest to czego potrzebowałam. Wrażenie było niepoparte niczym, bo nie wiedziałam nic o nerwie błędnym. Ale może sama nazwa skojarzyła mi się z moim błądzeniem po wewnętrznych przestrzeniach? Z moją potrzebą odnalezienia drogi do siebie?

Traf chciał (szczęśliwy oczywiście) że w zeszłym roku wydano w Polsce pierwsze książki na temat terapii nerwu błędnego więc mogłam od razu ruszyć w tym kierunku. Książki fenomenalne – wszystkie trzy (tyle wydano).  Zaczęłam od Stevena Porgesa i jego książki „Teoria Poliwagalna”.  Porges jest twórcą teorii nerwu błędnego nazywanej teorią poliwagalną właśnie. Nazwa pochodzi od łacińskiego „vagus” – nerw błędny, a „poli” bo są dwie odnogi tego nerwu.

„Vagus” to po łacinie wędrowiec. Nerw błędny wędruje po całym ciele, decyduje o podstawowych funkcjach organizmu (oddychanie, praca serca, zmysły, metabolizm itd.). Jest autonomiczny, nie podlega naszej woli.

I tak odnalazłam neurologiczną drogę podświadomości.

Im bardziej się zanurzałam w temat, tym większą zaczęłam odczuwać ulgę. Mam wrażenie, że teoria poliwagalna  i wynikająca z niej forma terapii opierająca się na psychoneurologii, jest klamrą dopinającą wszystko, co do tej pory wiedziałam, czego doświadczyłam. I w pracy i osobiście.

Nie mam pomysłu, żeby wam opisywać neurologiczną ścieżkę nerwu błędnego (przynajmniej w tym wpisie). Nie mam zamiaru edukować. Chciałabym was zachęcić, zanęcić, chciałabym żebyście poczuli to, co ja – zainteresowanie i nadzieję jednocześnie.

W związku z tym podzielę się z wami pewną informacją, która jest zaledwie  fragmentem większej całości.

Otóż – powszechnie wiadomo, że napięcie emocjonalne i stres powodują kłopoty z koncentracją, snem, oddychaniem. Nadmierny stres jest przyczyną rozkojarzenia, trudności w przyswajaniu nowych informacji, w byciu uważnym. Kiedy się boimy, bywamy nieobecni, zamyśleni. Trudno nam jest poczuć kontakt ze sobą i drugim człowiekiem, bo jesteśmy hermetycznie zamknięci w swoim rozedrganym świecie emocjonalnym. Wiemy, że to objawy nerwicy, ale co dalej?

Teoria poliwagalna tłumaczy to pięknie i klarownie: nerw błędny ma dwie gałęzie – jedna z nich tworzy szlak grzbietowy, który idzie od mózgu, wzdłuż kręgosłupa aż do podstawy. Druga gałąź tworzy tzw. szklak brzuszny, który osadza się mocno w mięśniach twarzy i prowadzi przez gardło, płuca, serce do przepony.

Nerw błędny brzuszny zawiaduje sferą poczucia bezpieczeństwa, rozluźnienia i zdrowej samoregulacji organizmu. Odpowiada za stan, w którym czujemy się dobrze i niewiele nam do szczęścia potrzeba. Mamy wtedy dobre relacje z otoczeniem i ze sobą.

Nerw błędny grzebietowy uaktywnia się wtedy kiedy układ nerwowy wykrywa zagrożenie. Ścieżka grzbietowa nerwu błędnego służy ratowaniu życia – przyspiesza akcję serca, podnosi poziom glukozy we krwi, spowalnia metabolizm. W ten sposób przygotowuje organizm do walki albo ucieczki.

Ta reakcja nie podlega naszej woli, często jest zupełnie nieracjonalna. Wynika to z tego, że autonomiczny układ nerwowy czerpie z zapisów podświadomych, czyli z przeszłości. Jeśli przeszłość była pełna zagrożeń, wtedy nasz strach ma wielkie oczy i dopisuje zagrożenia tam, gdzie ich nie ma. W ten sposób przeszłość rządzi naszymi reakcjami, emocjami i fizjologią, ponieważ fizjologia reaguje na ocenę jakiej dokonuje układ nerwowy.

Przełączanie się ze ścieżki brzusznej (tej od spokoju) na grzbietową (tej od zagrożenia) jest, między innymi, związane z działaniem pierwszego i drugiego kręgu szyjnego i mięśni podpotylicznych. Pierwszy krąg nazywa się dźwigacz, drugi obrotnik. Nasz autonomiczny układ nerwowy nieustannie skanuje wnętrze organizmu i otoczenie zewnętrzne. Kiedy wszystko jest w porządku, dźwigacz i obrotnik pozostają w pozycji neutralnej i do mózgu dopływa odpowiednia ilość krwi.  Kiedy zaś uaktywnia się wewnętrzny alarm wynikający z poczucia zagrożenia, dźwigacz i obrotnik skręcają się i zmniejszają dopływ krwi do niektórych obszarów mózgu. Ten mechanizm dosłownie wyrywa nas z możliwości jasnej oceny sytuacji i uruchamia instynktowne reakcje nie podlegające naszej woli i świadomym myślom.

Przeprowadzono badania fizjoterapeutyczne i neurologiczne, które dowodzą, że wystarczy jedna negatywna myśl, jedno złe wspomnienie z przeszłości, żeby obrotnik i dźwigacz przesunęły się i stworzyły pewnego rodzaju zapadkę zwężającą przepływ w tętnicach. W ten sposób lękowa myśl powoduje zmniejszenie dopływu tlenu do mózgu i stajemy się rozkojarzeni, nieobecni, zamknięci.

Co możemy zrobić?

W pierwszej kolejności zająć się mięśniami podpotylicznymi i przesunięciem obrotnika i dźwigacza. To brzmi dziwnie, wiem, ale jest absolutnie niezbędne do tego, żeby poczuć odprężenie w ciele i, co za tym idzie, oprzytomnieć, obudzić się.

Są na szczęście specjalne, poliwagalne i bardzo proste ćwiczenia, które służą temu, żeby rozluźnić kręgi szyjne i mięśnie podpotyliczne. Ćwiczenia tak proste, że trudno uwierzyć w ich skuteczność (dopóki się nie sprawdzi). Możecie o nich poczytać w książce „Terapeutyczna moc nerwu błędnego” Stanley’a Rosenberga, którą bardzo polecam.

W tej chwili ważnym elementem mojej pracy są warsztaty terapii poliwagalnej, na których można poznać ćwiczenia stabilizujące, poznać bliżej swój autonomiczny układ nerwowy i „wydeptać” własną ścieżkę neurologiczną wiodącą do samoregulacji układu nerwowego.

Z punktu widzenia psychoneurologii proces zmiany może się uruchomić tylko w atmosferze poczucia bezpieczeństwa. Człowiek, który czuje się zagrożony nie ma w sobie przestrzeni na zmianę. Dlatego na progu pracy z lękiem stosuję najprostsze techniki poliwagalne i uważną obecność.

Lęk potrzebuje łagodności.

No Comments

    Leave a Reply