W gabinecie: Nic nie boli, tak jak życie?

– Trudno znaleźć wytchnienie, jeśli się wciąż czeka na jakąś katastrofę – powiedział i zamilkł. – Jak jest za długo dobrze, to już tylko myślę o tym, że zaraz się rypnie… i nie ma już znaczenia, że dobrze jest… że słońce świeci, dzieci zdrowe, żona kocha,  ja przystojny.. i co z tego, jeśli w środku coś się trzęsie z niepokoju i czeka na … Na co właściwie czeka? – spojrzał na mnie i rozłożył bezradnie ręce.

Pracujemy ze sobą już drugi rok. Na początku myślałam, że będzie trudno – jest analitykiem finansowym, mocno osadzony w intelekcie, z niedoborem kontaktu emocjonalnego. Ale szybko okazało się, że to wrażliwy mężczyzna o dobrym sercu. Jego matka była cierpiącą, chorowitą kobietą. Całe dzieciństwo żył w lęku, że ją straci. To ustawiło jego układ nerwowy w permanentnym stanie czuwania.

– Tyle rzeczy może się zdarzyć.. w każdej chwili może być jakiś wypadek, choroba albo kłótnia.. – kontynuował po krótkiej chwili. – Jak można poczuć się dobrze jeśli wiadomo, że prędzej czy później coś się złego wydarzy? – sapnął jak parowóz, zamilkł i spojrzał na mnie wyczekująco.

Przez chwilę patrzyliśmy na siebie w milczeniu.

– Ból jest nieunikniony. – powiedziałam.

– No toś mnie pocieszyła.. – prychnął.

– Nie chciałam cię pocieszać. – uśmiechnęłam się – Ból jest istotną częścią życia po prostu. I to nie on jest problemem. Problemem jest lęk przed bólem..

Czasem,  w czasie sesji, padają wyjątkowo istotne słowa i coś się zmienia. Mam wrażenie, że czas zwalnia, jakby się włączało slow motion.  W tym spowolnieniu, wypowiedziane przed chwilą słowa rozszerzają się i moszczą w świadomości.

To był ten stan.

Milczeliśmy chwilę. Każde z nas zapatrzone w siebie i w swoją historię.

– Ale jak się przestać bać bólu? – spytał cicho, opadł głębiej na kanapę i westchnął.

– Wystarczy pamiętać, że ból się zawsze kiedyś kończy. – powiedziałam. – A  kiedy jest, nie uciekać przed nim. Zdaję sobie sprawę, jak to jest trudne. Ale wiem też, że to jedyny sposób, żeby zmniejszyć trochę lęk przed bólem. Inaczej wciąż będziesz w napięciu na niego czekać. I będziesz się bał również wtedy, kiedy jest ci dobrze, kiedy czujesz radość. Właściwie to jeśli boisz się bólu – boisz się również radości.

– Życie to przypływ i odpływ – ciągnęłam dalej – jest radość więc jest smutek, jest ukojenie więc jest ból, coś przychodzi a potem odchodzi. Jeśli dasz odpowiednio dużo miejsca swojemu bólowi, przekonasz się, że nie jest taki straszny, że jego działanie stopniowo maleje aż w końcu znika. Jeśli uciekasz od bólu, to on robi się coraz większy, walczy o siebie i o twoją uwagę… Boli?.. Odwróć się w kierunku swojego bólu i spójrz mu w oczy. Usiądź w milczeniu i patrz. A potem spróbuj powoli otworzyć serce. Na swój ból i na siebie bolesnego. Dotknij delikatnie swojej twarzy, ramion. Oddychaj świadomie i bądź ze sobą. Twoja obecność w bólu jest najważniejsza.

W końcu zaczniesz czuć lekkie odpuszczenie, potem ulgę. Aż do następnego razu – uśmiechnęłam się lekko.

Słuchał. Patrzył na mnie. Czułam, że jest w nim część, która przyjmuje moje słowa i to, co za nimi płynie.

– A na czym tak właściwie polega „obecność w bólu”? – zapytał.

– Obecność w bólu polega na tym, że go nie rozgadujesz, nie biadolisz, nie szukasz pomocy za wszelką cenę i od każdego, kto się nawinie. Czyli – nie trzepiesz się jak ryba w sieci. W ten sposób tylko zasilasz problem, nakręcasz go, rozdmuchujesz. Obecność to siedzenie z bólem, w ciszy i w kontakcie. Tyle, ile dasz radę. To się da wyćwiczyć – za każdym razem będziesz mógł siedzieć dłużej i czuć głębiej. To, co nas boli potrzebuje naszej obecności. Przyjęcia. Nie trzeba nawet wiele naprawiać. Wystarczy być. Twoja uwaga i cierpliwość przyniesie, wcześniej czy później, ukojenie.

Zrobiłam przerwę na łyk herbaty. Słowa wciąż dryfowały między nami, układały się. Czułam, że jest odbiorczy, że coś w nim odpuszcza, otwiera się. Czułam się coraz luźniej, przyjemnie ciepło.

– A kiedy już nauczysz się być z bólem, przestaniesz się go tak bardzo bać.   Perspektywa bólu przestanie psuć radość, bo nie będziesz w ciągłym oczekiwaniu na katastrofę. Bo jeśli nadejdzie jakaś katastrofa, to będziesz wiedział jak sobie z nią poradzić. Będziesz pamiętał, że katastrofa to również czas przejściowy. Życie to przypływ i odpływ. Jak się z tym pogodzisz, to będziesz obecny i w radości i w bólu. Odpoczniesz po prostu..

Uśmiechnął się lekko i sięgnął po swój kubek z herbatą.

– Jeszcze nie wiem czy to możliwe, ale chcę spróbować – powiedział.

– Co masz do stracenia? – od-uśmiechnęłam się do niego – Ból?..

No Comments

    Leave a Reply