W gabinecie – Co rządzi światem?

Nie znamy się zbyt długo.

Przychodzi zawsze punktualnie, jest zasadnicza, intelektualna. Zawsze nienagannie „zrobiona” – makijaż, lśniące włosy, szpilki. Po jej wyjściu gabinet pachnie perfumami.

Wczoraj była wyjątkowo pobudzona. Wyrzucała z siebie dużo słów. Miałam wrażenie, że wyłania się spomiędzy nich i znika:

– Jestem suką. Właściwie to jestem wściekłą suką. Mam suczą powłokę: piersi, wystające pośladki.. – patrzyła na mnie niepewnie, bo coś jej z tą suczą opowieścią nie szło.

Moje milczenie ją dotknęło. Poruszyła się lekko na krześle.

– Mogę zrobić wszystko, co chcę, bo jestem wysuczona. I tak mnie nikt nie lubi. – wydęła usta chcąc pokazać jak jej na tym nie zależy. – I w ogóle to mi się nie chce gadać.

– Mogę odbić faceta każdej lasce – rzuciła po chwili. W kącikach jej ust przyczaił się uśmiech zadowolenia. – Bardzo lubię patrzeć, jak robią się niespokojne, kiedy mój suczy aromat dociera do ich facetów.

Spojrzała w okno. Promień słońca dotknął jej twarzy. Przymknęła oczy.    

– Nakręca mnie to.. – dodała nie otwierając oczu. – Faceci mogą pieprzyć o tym jaką mają szeroką świadomość i o działaniu z serca, ale ich przekonania mdleją na widok rozbujanych bioder. Fiut rządzi światem, moja droga. I cipka…

Zrobiła przerwę i spojrzała na mnie badawczo. Po chwili ciągnęła dalej:

– Albo te wszystkie laski – wzruszyła ramionami – Deklarują wspólnotę kobiecą, kręgi kobiet – weźmy się za ręce, wspieramy się, wspieramy… – wykrzywiła lekko usta – Co za gadanie od czapy! Spróbuj się tylko zakręcić koło jej faceta, albo mieć lepsze cycki! Przegryzie ci aortę nie przerywając gadania o wspólnocie, kurwa. Sama bym zresztą zagryzła, jakby któraś wlazła na mój teren. W końcu jestem suką. Wszystkie jesteśmy tak naprawdę sukami.. – westchnęła lekko i znów odwróciła twarz do słońca – Jesteśmy samotnymi sukami – mruknęła pod nosem – No co? Może się ze mną nie zgadasz? – spojrzała na mnie lekko marszcząc brwi.

Zrobiło się cicho.

Wiedziałam, że chce mnie sprowokować, poruszyć. Że czeka na moją dezaprobatę, może krótkie pouczenie.

Ale ja widziałam tylko małą, zrozpaczoną dziewczynkę, której wołanie o miłość zamieniło się we wrzask.

– Jak się czujesz? – zapytałam.

– Super – warknęła – Nic nie powiesz?

– A co chciałabyś usłyszeć? – odpowiedziałam.

– No, że tak nie można, że to agresywne i niestosowne… – z każdym słowem jej głos topniał jak lód, oparła się o kanapę i westchnęła.

– Nie odrzucisz mnie?  – zapytała po chwili ciszy.

Uśmiechnęłam się do niej. Czułam coraz więcej ciepła w sercu.

Patrzyła na mnie, patrzyła… w końcu na jej twarzy również pojawił się uśmiech.

No Comments

    Leave a Reply