Ludzkie gadanie

To zupełnie normalne, że jedna zła opinia o nas przesłoni nam dziesięć dobrych. Co tu się dziwić? W końcu jesteśmy nastawieni na przetrwanie więc dobre jest mniej ważne dla instynktu samozachowawczego niż złe, bo dobre nie zagraża naszemu przetrwaniu a złe tak.

Pamiętam czasy (nie tak znowu dawne), kiedy potrafiłam trawić plotkę na mój temat tygodniami. I pamiętać moją krzywdę osobie, która ją wygłosiła. Długo.

Umysł dorabia idee dla skrzywdzonej niewinności, typu „jak ona(on) tak mogła? To ja tyle dla niej (niego) zrobiłam, tak się starałam….jakie to podłe… trzeba być złym człowiekiem, żeby się tak zachować… ja bym tak nigdy…

A w ciele robi się gorąco i zimno. Lękliwie, więc agresja rośnie i żąda odwetu. Znacie to? W ramach rewanżu opowiadamy o swojej krzywdzie komu się da, rozprzestrzeniając złe gadanie na temat osoby, która źle gadała o nas. Wrzeciono się kręci aż do pęknięcia nitki – zerwania kontaktu, czasem na zawsze.

Tak oto jedna zła opinia wprowadza nutkę jadu w nasze życie.

Żaden odwet nie przynosi ulgi. Pomstując i pielęgnując krzywdę odrzucamy również siebie. Sprawiamy sobie ból. Każde uczucie najpierw dotyczy nas, bo w nas powstaje, nadaje aromat naszym myślom, słowom i działaniom.

Kiedy się uczyłam Gestaltu, na pierwszym etapie szkoły, najbardziej mnie uderzyła (i zafascynowała) jedna rzecz. Otóż – jak to na treningach interpersonalnych bywa – prędzej czy później grupa „wsiada” na prowadzącego, sprawdzając jego granice wytrzymałości. Kiedy przyszedł ten czas na zajęciach szkolnych, prowadząca (zresztą bardzo fajna baba) przyjęła dezaprobatę spokojnie i na miękko. Zainteresowała się uczuciami osoby, która dezaprobatę wygłosiła. Otworzyła się na kontakt z nią. Była silna i spokojna.

To było pierwsze moje doświadczenie z „przepuszczalnością” na trudne zwroty od innych ludzi. Wiedziałam już wtedy, że to moja droga – Gestalt i niezależność emocjonalna, której tak potrzebowałam.

Dziś, po wielu latach, lubię się rozsiadać, umościć w przestrzeni, w którą nie trafiają strzały z zewnątrz. Nie skupiam się wtedy na strzałach, interesuje mnie osoba, która je wypuszcza. Co ją aż tak we mnie poruszyło? Być może poczuła się przeze mnie zignorowana? Może dotknęło ją moje zachowanie a ja tego nie zauważyłam? I w końcu – a może jest trochę racji w tym, co o mnie mówi?

Przypomina mi się jeszcze jedna (pierwsza w moim życiu) lekcja na temat miłości w odpowiedzi na agresję. Otóż – kiedy mój starszy syn Kuba miał mniej więcej 5-6 lat a jego młodszy brat trzy lata mniej, byłam kobietą zagonioną przez życie. W związku z tym zdarzało mi się tracić cierpliwość do moich żywiołowych synów. Kiedyś, kiedy prułam się na Kubę z powodu utraty cierpliwości i zmysłów, i kiedy zrobiłam przerwę na oddech, Kuba podniósł na mnie wzrok i powiedział smutno: Mamusiu, mnie jest tak ciebie szkoda, jak ty na mnie krzyczysz.

Tyle.

Jakby mi ktoś kubeł zimnej wody wylał na głowę.

Wiele lat uczyłam się tego rodzaju miłości.

Teraz, reaguję podobnie na dezaprobatę. Z miłości do siebie. Żeby się nie krzywdzić żalem, złością, lękiem. Żeby zobaczyć za słowami krytyki osobę, która czegoś ode mnie potrzebuje. Która ma z czymś kłopot a ten kłopot wywołuję akurat ja i moje działanie w świecie.

4 komentarze

  • Magdalena Nagajek
    7 września 2019 at 19:57

    Jest to dobre.

    Reply
  • Iwona
    10 września 2019 at 00:23

    Mocne

    Reply
  • Ewa
    8 grudnia 2019 at 20:50

    No i znowu nam „płynie” na odległość.
    Nie dalej jak 20 min temu wydarłam się na Melę jak opętana. Głośniej niż zazwyczaj.
    Na widok jej strachu i łkania rzuciłam się do kontaktu, przytulania, ukojenia.
    Przeprosiłam ją, że mnie poniosło, że to było głupie.
    Wiesz co mi odpowiedziała?
    – Ale siebie, mamusiu, też musisz przeprosić, wiesz?

    Reply
    • ewa
      10 grudnia 2019 at 09:34

      o rany, te dzieci….. gdzie nam do nich czasami, co? 🙂

      Reply

Leave a Reply