Agresja-przyjemność-głód

Słowo „agresja” źle nam się kojarzy. Proponuję Wam trochę inne spojrzenie na agresję i energię, która za nią idzie.

Ośrodkiem agresji jest podwzgórze, tzw. gadzi umysł. Podwzgórze to część mózgu odpowiadająca za instynkty, jest w nim kilka ośrodków od siebie zależnych. Są ze sobą spowinowacone, powiązane jak ogniwa łańcucha. Współpracują i wspierają się albo hamują. To tutaj znajduje się punkt dowodzenia agresją, głodem, przyjemnością, temperaturą ciała, hormonami.

Agresja często kojarzy się nam z wybuchami złości i naruszaniem granic. Jednak nie zawsze jest to jednoznaczne.

Agresja to słowo pochodzące z łacińskiego ag-rare – pójść do przodu.

Bez agresji nie przeżylibyśmy jednego dnia. Jest potrzebna do gryzienia pokarmu, trawienia, wydalania. Żyjemy, bo nasza energia wciąż jest w ruchu – porusza płynami wewnętrznymi, pobudza krew do krążenia, zasila organy wewnętrzne. Stymuluje pracę mózgu.

Pierwszym aktem agresji jest zapłodnienie – plemnik musi pokonać opór ścianki jajeczka. Bez agresji nie byłoby istnienia.

Ważnym okresem używania agresji jest nauka chodzenia. Pierwsze kroki to wielkie ryzyko, wymagające gotowości do pójścia do przodu, pokonania wielu przeciwności i siły grawitacji. Reakcja otoczenia na nasze pójście do przodu tworzy nasze przekonania na temat naszej sprawczości. Jeśli rodzice pozwalają nam eksplorować otoczenie i wspierają ryzyko pierwszych kroków, zaczynamy wierzyć, że pójście do przodu jest dobrze widziane przez bliskich.

Jeśli w tym okresie spotkamy się z lękiem i słyszymy „uważaj, bo się przewrócisz”, „nie biegaj tak szybko, bo sobie zrobisz krzywdę” albo „nie odchodź daleko, trzymaj mamusię za rękę” – odbieramy to jako komunikat, że pójście w nieznane rejony jest niebezpieczne. Lęk rodziców zatrzymuje nas przy nich i tłumi naszą naturalną potrzebę eksplorowania świata.

Idąc za teorią funkcjonowania podwzgórza – hamowanie agresji utrudnia odczuwanie przyjemności i stymuluje ośrodek głodu.

Blokując agresję szukamy przyjemności a jednak trudno nam poczuć spełnienie. Wrzucamy w siebie kompulsywnie jedzenie nie czując nasycenia. Nie zdajemy sobie sprawy, że w taki sposób woła nasza agresja

Uwięziona agresja to stagnacja, zatrzymanie w miejscu. Jeśli taki stan utrzymuje się w naszym życiu zbyt długo, w ciele tworzą się zastoje energetyczne, co często kończy się somatyzacją i dolegliwościami fizycznymi.

W dzieciństwie walczymy o naszą złość i, niestety, często tą walkę przegrywamy. Słyszymy „wyjdź z pokoju i wróć jak się uspokoisz”, „nieładnie jest się złościć”, „bądź grzeczna(y), siedź cicho”. Rodzice uśmiechają się do nas jesteśmy grzeczni a karcą jak się złościmy albo jesteśmy zbyt ekspresyjni. Z czasem przystosowujemy się i zaczynamy się zachowywać tak, jak oczekują dorośli. A jeśli wybierzemy opcję walki z otoczeniem – stajemy się samotnymi buntownikami.

Ośrodek agresji jest nam potrzebny w sytuacjach niosących ze sobą ryzyko – przy wystąpieniach publicznych na przykład. Używamy jej za każdym razem, kiedy robimy coś, czego się boimy. Jeśli zatrzymanie agresji jest zbyt mocne, stajemy się lękliwi i niepewni.

Odwaga pójścia do przodu mimo ryzyka, jest objawem dążenia do indywidualnego rozwoju. Jest naturalnym napędem zdrowego, prawidłowego procesu życia. Czasem też gwarancją dobrej zabawy 🙂

No Comments

    Leave a Reply