Ładowanie baterii

W moim wieku trzeba ładować baterie systematycznie. Kiedyś mogłam tygodniami funkcjonować bez doładowania, eksploatować się na maksa, niedosypiać, niedojadać albo się przejadać, wkurzać, walczyć, sięgać wysoko. Bateria była duża i mocna. Teraz mi się łatwo rozładowuje, jest wyraźnie słabsza niż kiedyś więc trzeba ją codziennie podłączać pod ładowarkę.

No to wstaję rano i robię asany czyli ćwiczę jogę. Joga rozciąga moje meridiany, porusza zastałymi mięśniami, rozluźnia powięzi i tonizuje nieuroprzekaźniki. Naprawdę czuję jak ona mi dobrze robi ta joga. Potem głęboko oddycham, robię pranajamy. A potem jeszcze trochę medytuję. Przypominam sobie o tym, że mam serce i że to ono ma być punktem dowodzenia, miejscem rozdzielania zadań, drzwiami do innych ludzi.

W medytacji siedząc na moim medytacyjnym fotelu w czerwoną kratę, przypominam sobie o tym, że jak zapomnę o sercu to nadchodzący dzień będzie ciężki, a jak będę o nim pamiętać to coś większego mnie poniesie, weźmie na ręce i ułatwi.

Jak już sobie o tym wszystkim przypomnę to idę do lasu z psami. A one, te psy, utwierdzają mnie w przekonaniu, że jak się kocha to jest łatwiej. To ich psie szczęście jest nieprawdopodobnie proste, lekkie i naturalne. Jak oddychanie. Więc idę na spacer z psami. Do lasu, który otacza mój dom. Chodzę wokół domu po lesie, psy są szczęśliwe a ja się śmieję, bo to dla mnie miłe – znaleźć śmiech po nic, śmiech bez powodu. Ważne jest dla mnie znaleźć w sobie szczęście po prostu, lekkie i naturalne. Może nawet nie – szczęście, tylko po prostu przyjemność, która jest wynikiem tego, że idę, oddycham, patrzę. Kiedy wracam ze spaceru, to poziom naładowania mojej baterii jest na tyle wysoki, że mogę wsiąść w samochód i jechać do miasta. A w mieście, w moim gabinecie, spotykać się z ludźmi, którzy, tak jak ja, szukają przyjemności i spokoju.

No Comments

    Leave a Reply